|

Czy samotne życie może być fascynujące? To zależy tylko od ciebie. Samotność jest stanem duszy – bycie z drugim człowiekiem wcale nie daje ci gwarancji, że jej unikniesz.
Trzy kobiety w różnym wieku. Historia każdej z nich jest inna, ale jedno je łączy – samotność. Dla żadnej z nich jednak samotność nie jest źródłem cierpienia. Współczesne singielki naprawdę potrafią cieszyć się życiem.
Gdy królewicz odchodzi
Niejedna z nas marzy o księciu z bajki, o mężczyźnie, przy którym znikną troski, a życie stanie się lekkie jak piórko. Tak było z Ewą. Wychowana w rodzinie z zasadami, w której dzieciom stawiano surowe wymagania, zawsze podporządkowana czyjejś woli – czekała na swojego rycerza. – Byłam romantyczką – mówi Ewa, atrakcyjna 56-latka. – Nie wyobrażałam sobie życia w pojedynkę, ale ponieważ nikt nie spełniał moich oczekiwań, zrywałam każdą znajomość. Za to kiedy pojawił się ten wyśniony, poddałam się bezwarunkowo.
Po 25 latach małżeństwa ideał odszedł... do młodszej. Ewa zażądała rozwodu. Została sama, bo dorosłe dzieci już dawno wyprowadziły się z domu. – W pierwszej chwili poczułam ulgę, że ta fikcja wreszcie się skończyła, ale później było strasznie. Wpadłam w depresję, szukałam w sobie winy, przepełniała mnie gorycz z powodu zawiedzionych oczekiwań. Wcześniej gloryfikowałam męża i robiłam wszystko, żeby zasłużyć na jego miłość. Zrezygnowałam z marzeń i poświęciłam się prowadzeniu domu, by on mógł robić karierę. I nagle mój świat się zawalił. Zdałam sobie sprawę, że nawet nie wiem, kim jestem – opowiada Ewa.
Lekarstwem okazały się książki psychologiczne. Pomogły jej zajrzeć w głąb siebie i znaleźć odpowiedź na wiele pytań. Powoli wychodziła z dołka. Założyła niewielką firmę, zapisała się na wymarzone studia, zaczęła uprawiać sport, znalazła nowych znajomych. Odkąd wyszła z domu i otworzyła się na świat, jej życie nabrało kolorów.
– Wiele moich problemów wynikało z niskiej samooceny. Gdy zaczęłam ze sobą rozmawiać, zastanawiać się nad tym, czego chcę, stałam się silniejsza i odzyskałam spokój – mówi Ewa. Jest sama od 4 lat i dobrze się czuje ze swoją samotnością. Kiedy na horyzoncie pojawia się mężczyzna, Ewa pozwala sobie najwyżej na flirt. – Jeśli ktoś kiedyś da się wpasować w moje życie, to fajnie, a jeżeli nie, to też będzie dobrze – zapewnia. – Kobiety często z leku przed samotnością wchodzą zbyt szybko w nowe związki. Ja bardziej boje się tego, że jakiś facet znów będzie mnie chciał ustawić w miejscu, które dla mnie wyznaczy.
– Potrzebowałam wielu lat na to, żeby wyjść z roli ofiary i odkryć, że wcale nie potrzebuję męskiego ramienia. Teraz wszelki przymus budzi mój opór. Lubię siebie taką, jaką teraz jestem. Tamta – bezsilna, bezwolna, zahukana kobieta – odeszła w zapomnienie. Odzyskałam siebie, a to ogromna wartość!
Sama nie znaczy samotna
– Od dziecka dobrze się czułam we własnym towarzystwie – opowiada Maria. – I nigdy się ze sobą nie nudziłam. Kiedy miałam 18 lat, urządziłam sobie kawałek strychu w naszym domu, żeby tylko nie mieszkać w jednym pokoju z siostrami. Chciałam mieć własne miejsce na ziemi i święty spokój. To było też moim największym marzeniem, kiedy po studiach przyjechałam do Warszawy i zaczęłam pracować. Zrealizowałam je – mam swój kąt. Lubię wchodzić po pracy do swojego mieszkania, wskakiwać w domowe ciuchy i relaksować się przy lekturze czy dobrym filmie. Wtedy czuje się naprawdę szczęśliwa.
Maria ma 43 lata, dobrą pracę i grono przyjaciół. Chodzi do teatru, spotyka się z ludźmi, 2 razy w roku wyjeżdża za granicę. Ma za sobą kilka związków, ale nigdy nie mieszkała z mężczyzną. – Nie potrafię się przed nikim otworzyć i nie mam potrzeby wchodzić w głębszą relację – podkreśla. – Jestem zbyt niezależna, żeby godzić się na kompromisy. Może to dlatego, że w moim domu panował emocjonalny chłód, a mama była surową i wymagającą osoba. Wyprawiła mnie w świat z niskim poczuciem własnej wartości, brakiem zaufania do ludzi i panicznym lekiem przed zranieniem. Czułam się niedoceniana i niekochana, więc żeby jakoś przetrwać na tej uczuciowej pustyni, musiałam odnaleźć siłę w sobie. Lubię sama o wszystkim decydować i nie wyobrażam sobie, bym miała zmienić dla kogoś moje przyzwyczajenia.
Maria zapewnia, że na co dzień samotność jej nie doskwiera. Bogate życie wewnętrzne sprawia, że nie odczuwa pustki. – Tylko czasem, kiedy w telewizji leci jakiś amerykański film – taki typowy wyciskacz łez o bliskości, wsparciu itd., kiedy widzę szczęśliwą rodzinkę przy stole, robi mi się trochę żal – przyznaje. – Myślę sobie wtedy, że mój bilans jest jednak na minus: nie ma wokół mnie ludzi, dla których byłabym ważna, nie mam komu zostawić tego, co osiągnęłam. Zaraz jednak przypominam sobie atmosferę przy stole w moim domu... i od razu jest mi lżej.
Barwne życie singielki
Kasia, 35 lat, energiczna brunetka, pracuje w dużej firmie. Z domu rodzinnego wyniosła przekonanie, że małżeństwo nie jest dla niej źródłem bezpieczeństwa. – To dlatego, kiedy tylko w jakimś związku zaczynają się nieporozumienia, natychmiast zrywam.
Lęk przed tym, że ktoś zawłaszczy moim życiem i mnie skrzywdzi, jest zbyt silny. Dla mnie wolność sama w sobie nie jest wartością. Wartością jest to, że się nie boję – stwierdza.
Jest osobą wesołą, towarzyską. Prowadzi aktywne życie: uczestniczy w kulturze, chodzi z przyjaciółmi do klubów, uprawia sporty. – Ale to nie jest zabijanie samotności – podkreśla Kasia. – Ja po prostu taka jestem i zawsze taka byłam. Lubię, kiedy coś się dzieje, i właściwie nie ma dnia, żebym po pracy gdzieś nie szła. Przez moje życie przewija się mnóstwo ludzi. Ciągle jest coś ciekawego do zrobienia. Nie mam czasu na samotność. Życie jest dla niej szukaniem kompromisu pomiędzy potrzebą niezależności a pragnieniem bycia z kimś. Dlatego właściwie nigdy nie jest sama. – Potrzebuje bliskości i źle się czuję, kiedy nie ma przy mnie mężczyzny. Zawsze więc ktoś jest. Teraz też – wyznaje Kasia. – Spotykamy się, dobrze nam ze sobą, ale w moim domu na razie nie ma dla niego miejsca. Patrzę na znajomych, którzy mają takie normalne związki, i stwierdzam, że większość z nich nie jest szczęśliwa. Małżeństwo ma z pewnością plusy, ale czy mieszkając z kimś, prowadziłabym takie fajne życie jak teraz?
Źródło: Anna Krasuska (miesięcznik "Zdrowie")
|